NasiGoreng.pl

Zdrastwuj Wietnam!

DSC01647_1

Nie taki znowu Sajgon…

Pierwsze zetknięcie się z nowym krajem jest zazwyczaj czymś ekscytującym, ale jednocześnie trudnym, bo wszystko obce i niezrozumiałe, a w głowie pojawiają się dziesiątki pytań dotyczących prozaicznych sytuacji (Czy jak wchodzę do hotelu to mam zdejmować buty na progu? Dlaczego przechodząc na zielonym świetle jestem niewidoczny dla kierowców samochodów i skuterów?) A jednak Ho Chi Minh City, od którego rozpoczęliśmy naszą przygodę z Wietnamem, okazało się dla nas miastem łaskawym i wcale nie tak szokująco obcym, jak się spodziewaliśmy. Miasto jest w miarę uporządkowane (a pamiętając chaos i brud znany nam np. z indonezyjskich: Dżakarty, Medanu czy Padangu spodziewaliśmy się najgorszego), bardzo zielone („Oni zarządzają zielenią!” – wykrzyknął Piotrek), a nagabywanie przez sprzedawców, taksówkarzy i im podobnych jest na poziomie, który nie wywołuje w człowieku agresji.

DSC01546_2

Wujek Ho na tle kolonialnego budynku w Ho Chi Minh City

Chyba największe wrażenie w Sajgonie (noszącym obecnie nazwę Ho Chi Minh City) zrobiło na mnie Muzeum Wojny, które wstrząsa, mimo że przedstawia historię w sposób bardzo jednostronny. Uwydatnia zbrodnie Amerykanów pomijając fakt, że wojna wietnamska była nie tylko konfliktem Wietnamu oraz Stanów Zjednoczonych i sprzymierzonych z nim państw, ale również wojną domową. Ogrom krzywdy ludzkiej związany z tym i innymi konfliktami mającymi miejsce w XX-wiecznym Wietnamie można wyobrazić sobie np. oglądając tzw. tygrysie klatki, w których przetrzymywano po kilku jeńców naraz, czy też zdjęcia przerażających skutków stosowania napalmu i defoliantów (m.in. silnie toksycznej substancji Agent Orange, która spowodowała śmierć lub kalectwo kilkuset tysięcy Wietnamczyków).

DSC01571_1

DSC01578_1

Chryste, prowadź nas

Po silnych wrażeniach w Ho Chi Minh City, uznaliśmy, że czas poszukać jakiejś rajskiej plaży. Wybór padł na archipelag Con Dao, który oddalony jest od lądu o 12-godzinną podróż promem. Miejsce, według opinii z internetu, o turkusowej wodzie i pięknych plażach, do tego trudno osiągalne, czyli takie, jakie lubimy najbardziej. Tyle że, żeby dostać się promem na te wyspy trzeba najpierw znaleźć miejsce, w którym bilety na prom sprzedają. W tym celu udaliśmy się do miasteczka Vung Tau, ulubionej weekendowej destynacji mieszkańców Ho Chi Minch. Najbardziej charakterystycznym punktem miasta jest wzniesiona na wzgórzu statua Chrystusa. Ma 36 metrów wysokości, czyli nie umywa się do naszej polskiej dumy ze Świebodzina (tym bardziej, że to nasz Jezus nosi tytuł Króla Wszechświata), ale za to jest drugim najwyższym pomnikiem Chrystusa w Azji. Niestety Chrystus tego dnia nie stał po naszej stronie i nie wskazał nam drogi do biura, w którym mieliśmy kupić bilety na prom. Po czterech godzinach błądzenia w trzydziestostopniowym upale z ciężkimi plecakami i pobezskutecznym dopytywaniu mieszkańców, zrezygnowaliśmy z poszukiwań. W końcu udało nam się skontaktować ze szkołą nurkowania z Con Dao. Okazało się, że prom nie pływa od dwóch tygodni ze względu na niekorzystne warunki pogodowe, a na wyspie kończą się zapasy żywności.

Na szczęście my w tak tragicznej sytuacji nie byliśmy (przynajmniej wtedy tak myśleliśmy) – mogliśmy udać się na kolację do jednej z restauracji. Trafiliśmy do lokalnej knajpki, w której karta była dostępna tylko po wietnamsku. Zamówiliśmy sugerując się zamazanymi zdjęciami potraw. W rezultacie otrzymałem talerz odnóży małych krabów, z którymi kompletnie nie potrafiłem sobie poradzić (to przez nieumiejętność posługiwania się szczypcami,a właściwie to dziadkiem do orzechów). Piotrek trafił jeszcze lepiej – dostał smażone rybki w panierce, niestety ze wszystkimi wnętrznościami. Zmęczony walką ze szczypcami zgodziłem się na zamianę, ale przy trzeciej rybce i komentarzu Piotrka, że po brodzie spływa mi coś ikropodobnego, poddałem się. Żeby było sprawiedliwie, on też się nie najadł – mięsa w krabich odnóżach było naprawdę niewiele. Humoru nie poprawiło nam też znalezienie taniego hotelu (za 7 usd, w cenę wliczony był szeroki wybór insektów) – Vung Tau to zdecydowanie nie było miejsce dla nas.

DSC01637_1

Chrystus góruje nad „pięknym” wybrzeżem w Vung Tao

W królestwie piasku, słońca i wiatru

Jako kolejną destynację wybraliśmy Mui Ne, mekkę wietnamskich (i nie tylko) windsurferów i kitesurferów, wysoko ocenianą w internecie ze względu na piękne plaże. Internet kłamie. Zamiast pięknego piasku i słońca spotkaliśmy tam tłumy Rosjan i betonową plażę zapełnioną śmieciami (a dalej od miasteczka nawet padliną). Okazało się, że w ostatnich latach Mui Ne zmieniło się ulubiony kierunek urlopowy rosyjskiej klasy średniej, w związku z czym na ulicach miasteczka słychać przede wszystkim język rosyjski (używany nie tylko przez Rosjan, ale również wietnamskich restauratorów śpiewnie wołających „Zachadzicie, pażałsta”). Rynek wietnamski jest elastyczny, w związku z czym oferta dostosowuje się do popytu, a niestety oczekiwania grupy turystów, o której piszę, zdecydowanie rozmijają się z naszymi. W związku z tym Mui Ne przemieniło się (podobno kiedyś było inne) w hałaśliwy, kiczowaty, niezbyt czysty Obrzydłówek, przy którym nasz Władek to stolica dobrego stylDSC01661_1u.

Turystka „z rezortu” poddawana zabiegom upiększająco-relaksującym na plaży w Mui Ne

Uroku tej okolicy dodają jedynie tzw. czerwone (tak, wiem, na zdjęciu są bardziej pomarańczowe, trochę się na kolorach znam) wydmy, na które urządziliśmy sobie kilkugodzinny spacer. Ogólnie jednak Mui Ne nas zawiodło, w związku z tym mamy zamiar na jakiś czas porzucić wietnamskie wybrzeże i poszukać szczęścia w głębi lądu…

DSC01687_1

Tzw. Czerwone Wydmy w okolicach Mui Ne

PS. Poniżej delikatna sugestia do przyjaciół Rosjan, do których absolutnie nic nie mamy, ale martwimy się o dudki zakopiańskich gazdów, którzy podobno uskarżają się, że rosyjscy turyści uciekli w tym sezonie do Wietnamu:

DSC01587_2

(2153)

17 odpowiedzi do artykułu “Zdrastwuj Wietnam!

  1. Asia

    A u nas na obiad tatusiowa wieprzowinka – dużo mięska, mało wnętrzności a plaża nad stawem czysta i dostosowana do odwiedzającej grupy turystów 🙂

  2. Pawel B

    prawdopodobnie Chrystus wskazywał bezpośrednio na wyspę (nie biuro) biorąc pod uwagę Jego umiejętności chodzenia po wodzie…no ale się nie wymądrzam…

    Tak czy siak – cieszę się, że J23 znowu nadaje;)

    PS
    nie chcę również specjalnie rozwlekać tematu widocznego koloru, ale moim zdaniem to żółty….;)

    1. Pawel Autor

      Najgorzej, że Chrystus z Vung Tau ma rozłożone ręce, tak więc wskazywany kierunek nie jest jednoznaczny. A my w rozważaniach teologicznych jesteśmy słabi, więc odpuściliśmy…

  3. Aaasia

    Przydałoby się krótkie tłumaczenie tej „delikatnej sugestii …”
    Czy tylko ja nie znam rosyjskiego?:O

  4. Oli

    Zdziwionym bardzo, że nie nastąpił dobór koloru sznurowadeł do koloru prezentowanych wydm 😉

    ps. Aaasia, swobodnie tłumacząc … „ręce precz od Wietnamu”

    1. Pawel Autor

      Kolor sznurowadeł (łącznie z butami i nieosłoniętą częścią nóg) w sposób automatyczny dostosował się do koloru wydm (czego niestety nie widać na zdjęciach). I całe szczęście, bo mam ze sobą tylko jedną parę sznurowadeł…

  5. Justa

    Język rosyjski dominował w grudniu w Zakopanem, w Bukowinie i w Białce Tatrzańskiej, rzadko kiedy było słychać język polski – gazdowie mieli komu pichcić. Trzymajcie się 🙂

  6. Mariusz

    Nie wiem czemu, ale tytuł tego postu czyta mi się jako „zdewastuj wietnam” ^^

    1. Pawel Autor

      Jakkolwiek dyskryminująco by to nie zabrzmiało, to mam nadzieję, że tylko Tobie…:). W przeciwnym wypadku wskazywałoby to na jakiś błąd bloga (i musiałbym doczytać, pogrzebać, zmienić, czego nie lubię:)). Czy inni widzą „zdrastwuj”, czy „zdewastuj”?

      1. Asia

        Ja widzę zdrastwuj, aczkolwiek pierwsze wrażenie rzeczywiście zdewastuj

  7. Alcantara

    Tak oto ujawniła nam się ukryta opcja antymoskiewska. Ale przynajmniej w zaszczytnej, narodowo-patriotycznej roli 😀

    1. Pawel Autor

      przyjaciół Moskali bardzo lubimy, ale niekoniecznie w postaci, w której mieliśmy okazję ich teraz spotkać:). Za epitet narodowo-patriotyczny dziękujemy, mamy nadzieję, że to komplement (bo ostatnio to nie wiadomo…):)

  8. Kacper

    A więc widzieliście już Muzeum Wojny, Statuę Chrystusa oraz plażę… ale czy widzieliście chociaż jeden stadion piłkarski? 😉

    1. Pawel Autor

      jedynie w telewizji, bo tu wszędzie puszczają piłkę nożną…

  9. Pingback: Azja Południowo-Wschodnia – bardzo subiektywny ranking | NasiGoreng.pl