NasiGoreng.pl

Pyot i Pablo w pamirskim kinie drogi cz. I

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dobre filmy miały to do siebie, że poprzedzane były dyskusją Raczka i Kałużyńskiego, w której obaj krytycy rysowali kontekst i zwracali uwagę na wybitne aspekty dzieła. Potem rolę Raczka i Kałużyńskiego przejęła co prawda Graża Torbicka, ale i tak wielkie dzieła wstępu zawsze potrzebowały. Zgodnie z tą zasadą, zanim przejdziemy do fabuły, i w naszym przypadku kontekst wypada nakreślić. A ponieważ film drogi, jak to film drogi, jest długi, tym razem wpis rozbijemy na dwie części.

Uwaga, rysuję kontekst.

Do „Stanów” Azji Centralnej przyjechaliśmy w zasadzie dla Pamiru, a żeby być konkretnym to dla Drogi Pamirskiej, z angielskiego zwanej Pamir Highway. A ponieważ w Kirgistanie i Tadżykistanie transport publiczny jest rozwinięty tak samo jak kolej szybkich prędkości w Polsce, niniejszy wpis zawiera informacje praktyczne na temat pokonania tej trasy. A że sam region jest bardzo popularny wśród turystów (gdy w Chorogu przebywa jednocześnie 20 turystów, mówi się już o turystycznej masie zadeptującej miasteczko), trochę praktycznych informacji podróżnikom niezbędnych też się tu znajdzie.

Kurtyna!

***

Reżyseria

  • Pyot i Pablo (tak nas nazywali Singapurczycy Andi i Azhar, którzy Pamir przemierzali z nami),
  • ślepy los.

W rolach głównych

Pyot i Pablo (no rejczel!)

W pozostałych rolach

  • Singapurcy (jak ich nazywano w języku Puszkina) o imionach Andi i Azhar,
  • kierowcy: Kirgiz Patriota, tadżycki Zbigniew Wodecki, Szaleniec i Salebaj,
  • kirgiscy i tadżyccy współpasażerowie w liczbie zdecydowanie zbyt dużej w stosunku do liczby miejsc wpisanych w dowody rejestracyjne samochodów, którymi się przemieszczaliśmy.

Zdjęcia

  • Pablo,
  • Andi, który okazał się zapalonym fotografem amatorem, cykał non stop, miał lepszy obiektyw niż my, co w połączeniu z jego pasją skutkowało fajnym wynikiem, który mamy szczęście móc prezentować na blogu.

Muzyka

Najlepsze kirgiskie, tadżyckie i uzbeckie przeboje przeplatane ruską popsą w wersji zaskakująco ambitnej (w końcu i tutaj lata 90 skończyły się 14 lat temu) i nieśmiertelnymi bielymi rozami (ale czasem się jeszcze nie skończyły) i nigdy nienudzącymi się przebojami, a jakże, Modern Talking! Jo ma haaa, jo ma sooo… i jechane!

Scenografia

  • Marszrutki i „szerowane” taksówki mknące (czasem mknące bardzo wolno, a czasem zdecydowanie za szybko) wśród pięknych i jakże różnych krajobrazów trasy Biszkek > Osz > Batken > Khujand > Dushanbe > Chorog > Iszkaszim > Chorog > Murgab > Karakol > Osz. Z tym, że marszrutka była jedna, paka dostawczaka też była jedna, był piękny sedan produkcji irańskiej, a reszta to terenówki (no prawie).
  • kirgiskie i tadżyckie widoki za oknem

***

S01E00: Pilot, czyli jak zdobyć GBAO permit

Pyot i Pablo, jak wszyscy podróżnicy, chcąc wjechać do Pamiru poza tadżycką wizą potrzebują też specjalnego pozwolenia na wjechanie do GBAO, czyli dla uproszczenia do tadżyckiej części Pamiru właśnie. Normalnie pozwolenie (z ros. razrieszenie) dostaje się wraz z wizą w ambasadach Tadżykistanu (najłatwiej w Biszkeku). Jednak kilka dni przed przyjazdem do Biszkeku Pyot i Pablo zostają zmrożeni wiadomością o tym, że GBAO zamknięte, że strzały w Chorogu, że „wojna idziot” i nie wiadomo co jeszcze. Wytrawni podróżnicy jednak do tych sensacji podchodzą z właściwą wytrawnym podróżnikom rezerwą i próbują swoich sił w ambasadzie w Biszkeku. Opłaca się. Po 15 minutach Pyot i Pablo są już szczęśliwymi posiadaczami permitu, który już wkrótce okazuje się towarem deficytowym. Dwa dni wcześniej w Biszkeku jeszcze go nie wydawano, a trzy dni później już znowu nie wydawano.

W tym czasie w Duszanbe inni podróżnicy próbują zdobyć permit w tzw. rządowym biurze OVIR. Bez skutku. Roznosi się plotka, że w OVIR podobno od tygodnia nie wydają. Zrezygnowani podróżnicy są bliscy załamania nerwowego. Na szczęście na miejscu znienacka zjawiają się wytrawni podróżnicy Pyot i Pablo, którzy zaniepokojeni stanem psychofizycznym nowo poznanych przyjaciół podsuwają im jakże przenikliwą radę: „Spróbujcie przez agencję turystyczną Pamir Silk Travel ulokowaną przy OVIRze”.

Udaje się. Co prawda za 26$ więcej niż w OVIR, ale jest. Łzom szczęścia tego wieczoru nie ma końca. Droga do Pamiru staje dla wszystkich otworem.

Tak wygląda GBAO permit wstęplowany do paszportów. Permit ma (choć podobno nie jest to już regułą) listę regionów, na które jest ważny.

Tak wygląda GBAO permit wstęplowany do paszportu. Permit zawiera (choć podobno już nie każdy) listę regionów, do których pozwala wjechać.

S01E01: Biszkek – Osz

W Kirgistanie dwa największe miasta nie są połączone ze sobą żadnym transportem publicznym, trzeba brać taksówki. Ale gdzie tam wytrawni podróżnicy Pyot i Pablo w taksówce – wstyd przecież. Trafiają na informację, że można taniej – gruzawikiem. „Tylko co to k… jest gruzawik??” zachodzą w głowę. Przełknąwszy ślinę, wyruszają szukać „gruzawików w Osz” na rynku Dordoi, cały czas nie wiedząc, czego tak naprawdę szukają.

Przyjeżdżają późnym popołudniem. Rynek, na którym rolę bud odgrywają zdjęte z tirów kontenery, w zasadzie dawno się już zwinął. Miejsce we władanie wzięły hordy wygłodniałych bezpańskich psów. Pyot mógłby przysiąc, że widzi pchane wiatrem i znane z westernów kuliste rośliny i że wysoko na niebie kołują wygłodniałe sępy. Temperatura cały czas wynosi 95°C. Nieliczni napotkani ludzie albo mówią zdezorientowanym wytrawnym podróżnikom: „Dzieci, gdzie Wy się pchacie? Tu nic do Osz nie jeździ” albo kierują ich za kolejne i kolejne kontenery. Atmosfera gęstnieje. Psy kręcą się coraz bliżej. Sępy latają coraz niżej. Na peryferiach bazaru, gdzie teraz kręcą się wystraszeni podróżnicy, z połowicznie domkniętych kontenerów tu i tam spoglądają podejrzliwe oczy. Naszych bohaterów ogarnia panika. Już chcą rzucać się biegiem z powrotem, gdy nagle w oddali, niczym fatamorgana, majaczy wiata (42°56’26.2’’N 74°36’58.4’’E), a pod wiatą dostawczaki. A na jednym z nich czystą polszczyzną napisane „Maćbud. Usługi budowlane. Maciej Jakubowski. Gorzów Wielkopolski…”. Dezorientacja trwa prawię minutę. Po chwili dociera do zmęczonych umysłów. Toż to „gruzawiki w Osz”. Wreszcie rozumieją, co oznacza „gruzawik”. Wkrótce właściciel gruzawika wyjaśnia im też, że w Kirgistanie to „Polak płakał jak sprzedawał”. Ewentualnie Litwin.

xxx

Pod wiatą „stajanka gruzawików w Osz”. Gdyby ktoś chciał dojechać transportem publicznym, to obok przejeżdżały następujące marszrutki: 128, 130, 290 oraz autobus 18.

A na pace gruzawika, poza przesyłkami cargo, biesiada. Wytrawni podróżnicy tuż za plecami mają tapczan, a na nim całe rodziny, ba… całe wioski. Co i rusz naszych podróżników zaskakuje nowa wyłaniająca się zza ich pleców twarz – a to riebionka, a to babuszki, a to zwykłej żeńszyny. Każda twarz wyposażona jest w złote zęby i na zmianę śpi, je albo zadaje im pytania. Pytania cały czas są te same, zmieniają się tylko pytający: ile masz lat, gdzie żona, dzieci też nie masz????, ile zarabiasz i dlaczego tak bardzo podoba ci się w Kirgistanie? Pasażerom wtóruje kierowca Kirgiz Patriota, który ciągle się dziwi, że tacy niby wytrawni podróżnicy, a jeszcze nie byli nad Issyk Kul (tamtejsza odmiana Bałtyku, tylko że to jezioro), więc pyta, kiedy pojadą i dla pewności pokazuje im zdjęcia, że warto (dodane na jego konto na zabużańskiej wersji Naszej Klasy, czyli na odnoklassnikach.ru). Pyot i Pablo wydają się nieprzekonani, więc Kirgiz Patriota jeszcze raz pyta, kiedy pojadą i dla pewności jeszcze raz pokazuje im zdjęcia. Tym razem dorzuca zdjęcie pantery śnieżnej i pandy, twierdząc że jeśli będą mieli szczęście, to je tam spotkają. Pyot i Pablo nie mają co do tego wątpliwości.

xxx

Jakieś dwie godziny za Biszkekiem. Robi się zimno, robi się ciemno, ale Kigriz Patriota peroruje o Issyk Kul.

I potem, proszę ja ciebie, te pantery śnieżne znad Issyk Kul podają piłkę do pandy, panimajesz?

Z tych wszystkich niezliczonych pytań podróżnicy wynoszą cztery korzyści. Upewniają się, że nad Issyk Kul jechać nie chcą (o czym oczywiście tchórzliwie nie mówią Patriocie), że taniej do Osz z Biszkeku się nie da („Maladcy, dzieszewliej nie budziet”, mówi im siódma staruszka z tapczanu), dowiadują się, że zdaniem Kirgizów do Tadżykistanu jeździ się w zasadzie tylko po narkotyki i poznają największy chyba przebój czerwca’14, mianowicie to uzbeckie cudo, które towarzyszy im odtąd w „Stanach” kilka razy dziennie:

Byłaby też piąta korzyść – widoki (bo jadąc z Biszkeku do Osz przecina się pasmo gór) – ale jadą nocą od 17 do 5 rano i niczego nie widać. Ale nic to, odbiją sobie w Pamirze.

ooo

A za tunelem zaczynają się prawdziwe góry, wraz z nimi zaczyna się noc i kończy się widoczność

S01E01: Osz – Khujand

W Osz Pyot i Pablo poznają sympatycznych Singapurców Andiego i Azhara i od tego momentu podróżują już wspólnie. Łatwiej jest im dzięki temu zapełniać szerowane taksówki, jest raźniej, a dodatkowo Singapurcy korzystają z ich, jakże biegłej, znajomości języka Puszkina.

Odcinek Osz – Batken pokonują marszrutką, która odjeżdża stąd: 40°32’08.1’’N 72°47’26.4’’E. Bohaterowie jeszcze nie wiedzą, że to będzie ich jedyna marszrutka na trasie Biszkek-Pamir-Biszkek!

Rozkład "rejsów" marszrutek do Batken zawieszony w połowie trasy. Wystarczy od godzin po lewej odjąć 2,5h i mamy godziny odjazdów z Osz.

Rozkład „rejsów” marszrutek do Batken zawieszony w połowie trasy. Wystarczy od godzin po lewej odjąć 2,5h i mamy godziny odjazdów z Osz.

Potem granicę kirgisko-tadżycką przekraczają kombinacją rozmaitych taksówek (o perypetiach z uzbeckimi enklawami i dramacie na granicy nakręcono już inne dzieło, z którym można się zapoznać tutaj) i w końcu dojeżdżają wymęczeni do miasta Khujand, które szybko okazuje się tadżycką stolicą szaszłyków (co uważniejsi pamiętają pewnie, że nazwy tej miejscowości NIE wymawiamy jako Chujand). A szaszłyki jedzą tu przepyszne i nigdy już w „Stanach” tak dobrych nie znajdują.

Singapurcy dziwią się, że Polacy jedzą tak dużo i tak szybko i postanawiają w tajemnicy nigdy nie zamawiać ze swoimi polskimi towarzyszami wspólnego posiłku .

jak tu tych cudeniek nie jeść dużo i szybko?

jak tu tych cudeniek nie jeść dużo i szybko?

S01E02: Khujand – Dushanbe

Wytrawni podróżnicy jadą znanym z Iranu Samandem (to taki irański Polonez Atu Plus), a ich kierowca – tadżycki Zbigniew Wodecki – okazuje się wyjątkowo sympatycznym narcyzem.

Irańska myśl techniczna pokonana przez tadżyckie drogi po raz pierwszy... Do Duszanbe jeszcze tylko dwie porażki.

Irańska myśl techniczna pokonana przez tadżyckie drogi po raz pierwszy… Do Duszanbe jeszcze tylko dwie porażki.

Marszrutek lub autobusów na tej trasie nie ma i nie będzie tak długo jak okryty złą sławą tunel irański (też już o nim napisano tutaj) pozostaje przejezdny, ale absolutnie do tego przejazdu nieprzygotowany.

Chłopaki: Zbyszek, jesteś pewien, że chcemy w to wjeżdżać? Zbyszek: Chłopaki, sorry. Nie mamy wyjścia

Chłopaki: Yyyyyy, Zbyszek, jesteś pewien, że chcemy w TO wjeżdżać?
Zbyszek: Chłopaki, sorry. Nie mamy wyjścia
(autor zdjęcia: Andi)

 

A tak wyglądało tunel Anzob wygląda w środku

A tak tunel Anzob wygląda w środku (autor: Andi)

Wracając do Zbyszka, bo to on przecież pozostaje w centrum uwagi tego odcinka, to najpierw puszcza im kasetę z jakimiś smętami, potem pyta czy się im podoba. Gdy odpowiadają, że niezmiernie, Zbyszek zaczyna śpiewać razem z kasetą. Po dwóch godzinach przyznaje się, że na kasecie śpiewa… on sam we własnej osobie. Wierzą (i udają zaskoczonych). Na obiedzie Zbyszek przywołuje kelnera i każe mu opowiedzieć o swojej sławie. Kelner potwierdza, że w rzeczy samej, ten pan jest bardzo sławny i że ładnie śpiewa. To akurat już wiedzą…

Jest i on - Zbychu

Jest i on – Zbychu

Kończą obiad i przychodzi do płacenia. Zbyszek jakoś gdzieś znika. Podróżnicy zrezygnowani zrzucają się na trzydolarowy rachunek za obiad nowo poznanej sławy.

a tak wygląda droga Khujand - Duszanbe

a tak wygląda droga Khujand – Duszanbe. (autor: Andi)

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rzeka Varzob (zwana też Duszanbianką) - idealna na rafting, choć nadal niemal w tych celach nieodkryta. Rapidy klasy 4 i 5! A zresztą obejrzyjcie filmik

Rzeka Varzob (zwana też Duszanbianką) – idealna na rafting, choć nadal niemal w tych celach nieodkryta. Rapidy klasy 4 i 5! A zresztą obejrzyjcie filmik

Dojeżdżają do Duszanbe – bazy wypadowej do Pamiru. Podróżnicy wiedzą, że o taksówkach Duszanbe – Chorog napisano dużo i wymyślono jeszcze więcej mitów, czasem strasznych, czasem dziwnych. Jedno wiedzą na pewno – marszrutek lub autobusów NIE MA (bo i drogi miejscami też nie ma). Taksówki pozostają jedyną opcją. Z duszą na ramieniu nasi wytrawni podróżnicy idą więc na „stajankę taksi w Charog” dzień przed wyjazdem, żeby poznać system, wybrać samochód, zobaczyć jak to całe szaleństwo działa.

A wiedza ta ich zaskakuje, o czym w następnym odcinku

bezpieczni w Duszanbe

bezpieczni wjeżdżają do Duszanbe (autor: Andi)

(1055)

6 odpowiedzi do artykułu “Pyot i Pablo w pamirskim kinie drogi cz. I

  1. xhoklas

    zdjęcia cudne. Paweł będę szczera, Wasi koledzy chyba pstrykają ładniejsze kadry niż ty:-( ale jeszcze masz czas na poprawę:-)
    zastanawiam się tylko – jak uda Wam się wdrożyć po takich podróżach, które jak wiadomo kształcą do normalnego życia….
    ale to już dłuższy temat do rozmowy
    see ya soon:-)

    1. Pawel

      Myślałem, sprawdzałem, liczyłem… Matematyka nie kłamie – ponad 50% zdjęć wykorzystanych w tym wpisie jest mojego autorstwa… I cały czas upieram się, że jeśli już to kwestia nie kadrów, a lepszego sprzętu (fotograficznego):-)

  2. Asia

    Wpis oczywiście szalenie interesujący, ale przebój w nim zawarty po prostu zwala z nóg, ta muzyka i niespotykana historia prześladują mnie odkąd przeczytałam ten post 🙂

  3. Pingback: Pyot i Pablo w pamirskim kinie drogi cz. II | NasiGoreng.pl

  4. DeepGreen

    Musze bez zalu powiedziec,ze zepsuliscie mi niedziele:-)Plany byly inne,ale niestety zaczelam czytac Wasz blog i…nie moge przestac.Zaczelam gdzies w srodku,teraz jestem tu,ale niestety powodujecie uzaleznienie,wiec i plany na przyszly tydzien tez musze pozmieniac.Foty cudne-ta w tunelu powala:-)Blog puszczam w obieg-niech ludzie widza,co traca.Od dzis wierna fanka-Ewka

    1. Piotrek Autor

      Ewa, cieszymy się, że mamy moc zmieniania weekendowych planów 😀 Jeszcze bardziej cieszymy się, gdy słyszymy takie komplementy, więc zachęcamy do częstszego komentowania ;))) Pozdrawiamy