NasiGoreng.pl

Get lucky, czyli all inclusive po indonezyjsku

header1

„Ja to was nie rozumiem…” zaczął swój monolog spotkany w trakcie naszego krótkiego pobytu w Polsce kolega. „Biegacie po tych górach, męczycie się, pocicie, śpicie po jakichś wioskach, w brudzie, wśród robali… A nie lepiej tak nad jakieś morze, poleżeć sobie na piaszczystej plaży, na słoneczku, jak za ciepło to popluskać się w wodzie albo wypić sobie zimne piwko, pod wieczór jakiś zachód słońca, potem smażona rybka? To są wakacje! No powiedz, nie lepiej?”. Ugiąwszy się pod ciężarem tak żelaznej logiki oraz własnego lenistwa sprawiającego, że nie chciało mi się wdawać w dyskusję, oznajmiłem: „Może i lepiej… Sprawdzimy to”

A że nie zwykłem rzucać słów na wiatr (a przynajmniej się do tego nie przyznaję), w naszym „podróżowaniu” (jakoś cały czas mam opory, żeby nie używać w tym miejscy cudzysłowu) przyszedł czas na etap wyspiarski – właśnie z morzem, plażą i tym podobnym. Oto spędziliśmy kilkanaście dni w okolicach północnego Sulawesi: na wyspie Bunaken oraz kilku różnych wyspach archipelagu Togianów (Togeanów). Na wyspach tych cały ruch turystyczny koncentruje się tzw. „rezortów”, które organizują swoim gościom prawie wszystko: nocleg, wyżywienie, atrakcje, a w wielu przypadkach również transport. Tak więc mieliśmy tam do czynienia z osobliwą indonezyjską wersją all inclusive, bo „rezorty” te różnią się bardzo od tych egipskich, tureckich czy hiszpańskich.

Jak to opisać, czyli Paweł z pracy wyjdzie, ale praca z Pawła nigdy

Opowieść o indonezyjskim all inclusive miałem zacząć mniej więcej tak: „Czarny marlin wyskoczył wysoko ponad ciemnogranatową taflę wody, przez ułamek sekundy zawisł w powietrzu kilkadziesiąt centymetrów nad powierzchnią, by z impetem runąć z powrotem w morską głębinę…”. Ale jak to przeczytałem, zrobiłem mniej więcej taką minę jak Wy teraz. Hemingwaya zrobić się ze mnie nie da. Potem pomyślałem: a może by tak mały reportaż? Ale że jestem akurat w trakcie lektury Antologii 100/XX – wybranych przez Mariusza Szczygła najciekawszych polskich reportaży XX wieku (gorąco polecam), to uznałem, że myślenie „reportaż” o czymkolwiek, co napiszę, to tak jak nazywanie Antoniego Macierewicza „mężem stanu” (jak ktoś chce, może sobie wstawić w tym miejscu inne nazwisko).

Literatem ani dziennikarzem raczej więc nie zostanę, muszę skupić się w takim razie na tym, na czym się choć trochę znam, czyli analizach, raportach, badaniach, porównania, liczbach etc. A że odwiedziliśmy w sumie 4 „rezorty”, to zapraszam do lektury analizy porównawczej (powiało nudą? Nie uciekajcie, będą też zdjęcia i filmik) następujących miejsc: Malenge Indah, Bolilanga i Poya Lisa na Togianach oraz Panoramy na wyspie Bunaken.

Do stworzenia poniższego raportu zaprosiłem czworo niezależnych (ba, nawet niepokornych) ekspertów (wymieniam w kolejności zapraszania): siebie, Piotrka oraz Ellen i Jacka (od „Dżak”, nie od „Jacek”) – parę Holendrów, z którymi w wyżej wymienionych miejscach mieliśmy przyjemność przebywać. Każdy z ekspertów przyznał każdemu z 4 „rezortów” ocenę od 1 do 5 (1 – najniższa, 5 najwyższa), odnosząc się do następujących kategorii: nocleg, wyżywienie, obsługa/załoga, plaża, snorkeling, dodatkowe atrakcje (olinowcom lepiej znane pod hasłem „wycieczek fakultatywnych”). Wszystkie kategorie uznaliśmy za tak samo ważne (no dobra, ja uznałem, bo próby ustalenia, czy dobre jedzenie jest ważniejsze od białego piasku na plaży, nieomal skończyły się bójką wśród ekspertów).

Hola, hola, nie tak szybko!

Nasi eksperci, żeby ocenić poszczególne miejsca, najpierw muszą tam dojechać. Co nie jest trywialnym zadaniem. O ile na wyspę Bunaken z Manado (sporego miasta na północnym krańcu Sulawesi) dostać się stosunkowo łatwo i szybko (1h) publicznym promem albo prywatnymi łódkami (za 50 tys. rupii indonezyjskich; 10 tys. rupii = ok. 2.7 zł), to z Togianami to już zupełnie inna, do tego dłuższa historia.

Na Togiany punkty startowe są dwa: od południa możemy dopłynąć tam z miejscowości Ampana (łatwiej i krócej), a od północy z Gorontalo (trudniej i dłużej). Nie wnikając w powody, my zdecydowaliśmy się na opcję drugą. Z Manado dostaliśmy się więc do miasta Gorontalo: albo spędza się 8-9 godzin w dzielonej taksówce (zabiera 7 pasażerów, a miejsca kosztują 125 tys. – najgorsze w ostatnim rzędzie, 150 tys. w środkowym, 175 tys. obok kierowcy) albo 10-12 godzin w autobusie (100 tys. rupii). W obu kierowca, żeby nie zasnąć, będzie katował pasażerów mieszanką indonezyjskich hiciorów, z których 90% ogranicza się do kilku dźwięków wygrywanych na tzw. kibordzie w rytm nieśmiertelnego bitu: upsyyy, upsyyy, upsyyy…; choć odkryliśmy też nowe perełki, które na pewno wkrótce na blogu zaprezentujemy.

W Gorontalo (zazwyczaj już następnego dnia) motocyklową taksówką szorującą przy dużym obciążeniu podwoziem po jezdni (tak, tak, motocyklowe taksówki mają podwozia) udajemy się do portu, żeby wsiąść na prom, który będzie wiózł nas przez 12 godzin do wioski Wakai – głównego huba (choć w tym przypadku hub to brzmi dumnie) Togianów. Ale zanim wsiądziemy na prom, stajemy przed niemal egzystencjalnym wyborem – jaką klasą odbyć podróż. Do wyboru mamy:

  • klasę ekonomiczną (63 tys. rupii) razem z większością lokalnych pasażerów, wśród chmur słodkiego goździkowego dymu z indonezyjskich papierosów typu kretek, raczkujących bobasów, porozkładanego wszędzie jedzenia i od czasu do czasu biegających kurczaków (z której zawsze można udać się na górny pokład i tam pod gołym rozgwieżdżonym niebem spędzić noc),
  • biznes klasę (89 tys. rupii, jakiekolwiek skojarzenia z biznes klasą w samolotach są dalece nieuzasadnione), której główna przewaga nad klasą ekonomiczną polega na ledwo (ale jednak) działającej klimie i dużo mniejszej liczbie pasażerów na metr kwadratowy; aha, w biznes klasie są też skórzane fotele, ale lepiej wynająć za 10 tys. rupii materac i leżeć na podłodze (materace można też wynająć w ekonomii),
  • kabinę odstąpioną przez załogę (4-osobowa za 500 tys. rupii + koszt biletu ekonomicznego, o 2-osobową nawet nie pytaliśmy) – klaustrofobiczna klitka z łóżkami, idealna dla „elytarystów” (przez „Y”).

W jakiejkolwiek klasie się nie podróżuje i tak dojdą do nas odgłosy pasażerów cierpiących na chorobę morską. Przy czym w ekonomicznej są największe szanse, że dojdą do nas nie tylko ich odgłosy.

Podróż promem z Gorontalo do Wakai. Dwa górne zdjęcia to biznes klasa, po prawej w środku ekonomia, na dole po lewej dolny pokład, a po prawej górny pokład.

Podróż promem z Gorontalo do Wakai. Dwa górne zdjęcia to biznes klasa, po prawej w środku ekonomia, na dole po lewej dolny pokład, a po prawej górny pokład.

Rozkład promów na Togiany aktualny na sierpień 2014 (rozkład zaczerpnięty ze strony resortu Sifa Cottage – nie byliśmy, ale ci, którzy byli, byli bardzo zadowoleni). Przez większość września 2014 prom z Bumbulan nie kursuje (w remoncie).

Rozkład promów na Togiany aktualny na sierpień 2014 (rozkład zaczerpnięty ze strony resortu Sifa Cottage – nie byliśmy, ale ci, którzy byli, byli bardzo zadowoleni). Przez większość września 2014 prom z Bumbulan nie kursuje (w remoncie).

I gdy wymęczony człowiek dociera do Wakai i myśli sobie, że to już koniec jego podróżniczej odysei, a wrota raju są tuż tuż: zonk! Do „rezortu” trzeba się jeszcze z Wakai dostać. Można mieć szczęście i trafić akurat na publiczny prom (aktualny w sierpniu 2014 rozkład promów na Togiany i wewnątrz nich zamieściliśmy powyżej) albo jechać do „rezortu”, którego łódka akurat znajduje się w Wakai. Jeśli nie, jesteście zdani na Nią – Królową Wakai, Uni. Nie szukajcie Uni, to Uni znajduje ludzi (a raczej przyzywa ich krzykiem i każe iść za sobą). Uni zna wszystkich, wie wszystko, Uni jest Wszystkim, Togiańskim Absolutem! I nikt nie da wam lepszych cen na transport łódką niż Uni. Możecie próbować negocjować z Uni, ale ostateczna cena i tak zależy od jej kaprysu (albo jak twierdzi Uni od woli Papy Uni, dobrotliwego staruszka – jej ojca, który realizuje przewóz łódką). I nie ma co liczyć na zniżki „po starej znajomości”.

Uni (krzycząc z odległości kilkudziesięciu metrów od nas): To znowy wy?! To gdzie dziś płyniemy?

My: Do Poya Lisa, jest nas 8 osób, ile to będzie kosztować?

Uni (nadal krzycząc): 75 tys. rupii za osobę! Za mną!

My: Co? Ostatnio płaciliśmy mniej i to na dłuższej trasie.

Uni (po dłuższej chwili wahania, krzycząc jeszcze głośniej): A bo ostatnio dałam wam za dobrą cenę i Papa Uni kazał mi zwrócić różnicę!

My: Ale Uni, przecież to Twój tata jest! (w myśli dopowiadając: i jeśli ktoś tu coś komuś każe to na pewno nie jest to Papa Uni)

Uni (wrzeszcząc): Nie musicie ze mną płynąć. Nie to nie. Proszę bardzo – szukajcie sobie tańszej łodzi, w Wakai nie znajdziecie. Proszę bardzo, możecie sobie iść.

Ja: Ale Uni, to nielogiczne, daj nam jakąś drobną zniżkę chociaż, żebyśmy się lepiej poczuli

Uni (cedząc słowa): Żadnej zniżki

Ja (błagalnie): Uni, prosimy…

Uni (z groźbą w głosie): Wsiadacie do łodzi czy nie!?

Oczywiście wsiadamy…

Uni (wskazując palcem na mnie, z satysfakcją w głosie): A Ty za karę jedziesz na dziobie, w pełnym słońcu!

Nie dyskutuje się z Uni… Bo u Uni jest najtaniej, a Papa Uni bezpiecznie zawiezie cię na miejsce (i nawet ciastkami poczęstuje).

Może i się kłóciliśmy z Uni o cenę, ale na pożegnanie i tak było wyznawanie sobie przyjaźni i uściski (a to najważniejsze)

Może i się kłóciliśmy z Uni o cenę, ale na pożegnanie i tak było wyznawanie sobie przyjaźni i uściski (a to najważniejsze)

Podróż w Papą Uni (zadowolony Papa Uni w prawym dolnym roku). Po lewej na środku „eksperci”

Podróż w Papą Uni (zadowolony Papa Uni w prawym dolnym roku). Po lewej na środku „eksperci”

Kolejna podróż między wyspami Togianów, tym razem w kierunku Poya Lisy.

Kolejna podróż między wyspami Togianów, tym razem w kierunku Poya Lisy.

A jak się już dopłynie, to można oceniać „rezorty”.

Nocleg

W indonezyjskich „rezortach” w ramach all inclusive śpi się w bungalowach, czyli małych drewnianych, bambusowych albo wyplecionych z liści domkach (prawie nowych, tak jak w Malenge Indah albo 12-letnich tak jak w Poya Lisie). Nie śpi się w nich samemu, bo na pewno w pobliżu są: pająki, jaszczurki, karaluchy, a czasem trafiają się też szczury… Do wesołej gromady próbują wieczorem i w nocy dołączyć również komary, dlatego kluczowym elementem każdego bungalowa jest moskitiera nad łóżkiem. Czasem bywa podarta (tak jak w Bolilandze), czasem (tak jak w Panoramie) składa się z czterech oddzielnych kawałków materiały firankopodobnego, który jakbyś się nie starał nie wystarcza, żeby opatulić całe łóżko (tak jak z za małym kocykiem – a to nóżki odkryjesz, a to na główkę nie wystarczy). Ale może też dać ci pełne poczucie bezpieczeństwa (i zaduch wewnątrz) – tak jak w Malenge Indah i Poya Lisie.

Innym ważnym elementem bungalowu jest część sanitarna, z prysznicem (Panorama, Malenge Indah) albo mandi, czyli pojemnikiem z wodą, bieżącą – Bolilanga, albo przynoszoną przez uśmiechniętego Kapitana Wodę (o którym później) – Poya Lisa. Wodę następnie rondelkiem się czerpie z dużego pojemnika i polewa się własne ciało w najlepsze, fundując sobie tym samym prysznic po indonezyjsku. Atrakcja wliczona w cenę.

Może w indonezyjskim all inclusive w pokoju nie ma airconu (klimatyzacji), ale za to nie może zabraknąć hamaka (we wszystkich miejscach na wyłączność na tarasie bądź balkonie, jedynie w Bolilandze kilka wspólnych rozwieszonych na plaży). Czasem niestety nie da się w nim odpocząć, bo wpada do ciebie banda Niemców, Finów i pojedyncze osobniki z Francji i Włoch i nie chcą wyjść, bo masz najładniejszy widok z balkonu w całym „rezorcie” (tak zdarzyło nam się w Poya Lisie) i akurat zbliża się zachód słońca… za 2 godziny. Czułem się jak w Polsce, gdy jak mówię gościom „Czas już na was”, to udają, że myślą, iż ja żartuję…

„Rezort” Panorama na wyspie Bunaken. W prawym dolnym rogu nasze „rezydencja”, wyjątkowo z pustym hamakiem (bo akurat zszedłem na plażę zrobić zdjęcie)

„Rezort” Panorama na wyspie Bunaken. W prawym dolnym rogu nasze „rezydencja”, wyjątkowo z pustym hamakiem (bo akurat zszedłem na plażę zrobić zdjęcie)

Widok na Malenge Indah z morza

Widok na Malenge Indah z morza

Domek na plaży w Malenge Indah, w hamaku oczywiście ja.

Domek na plaży w Malenge Indah, w hamaku oczywiście ja.

Bolilanga: po lewej bungalow ekskluzywny (400 tys. rupii za osobę), po prawej standard (za 200 tys. rupii, ale za to z sąsiadami za cienką ścianą, przez który słychać wszystko. Naprawdę wszystko…)

Bolilanga: po lewej bungalow ekskluzywny (400 tys. rupii za osobę), po prawej standard (za 200 tys. rupii, ale za to z sąsiadami za cienką ścianą, przez który słychać wszystko. Naprawdę wszystko…)

Tym razem nie zdążyłem na hamak. Piotrek na naszym tarasie w Poya Lisie, tym razem gości nie ma.

Tym razem nie zdążyłem na hamak. Piotrek na naszym tarasie w Poya Lisie, tym razem gości nie ma.

Współlokator

Współlokator

Wyżywienie

Za wyżywienie, jak w porządnym all inclusive przystało, płaci się łącznie z noclegiem (za osobę za dobę płaciliśmy po 200 tys. rupii w Panoramie, Malenge Indah i Bolilandze, 175 tys. w Poya Lisie) i obowiązuje zasada all you can eat (czyli jedz, ile możesz). Przy czym w związku z tym, że je się przy stole komunalnym, a dania są we wspólnych półmiskach, to w niektórych przypadkach jest to bardziej zjedz, ile zdążysz (najwięcej jedzenia dawano w Panoramie, najmniej w Bolilandze, chociaż tam też głodni nie chodziliśmy, bo okazuje się, że ryż z keczupem też może być enak sekali, czyli po indonezyjsku: pyszny). Dodatkowo za darmo przez cały dzień jest kawa, herbata i woda – z wyjątkiem Panoramy, gdzie puszki z kawą i herbatą w ciągu dnia chowano, mówiąc, że się skończyła. Na szczęście rekompensowano to koszem pełnym owoców. W Poya Lisa dodatkowo w okolicach podwieczorku roznoszono różnorodne desery (zazwyczaj z kokosem, co, ze względu na nienawiść Piotrka do kokosów sprawiało, że zawsze dostawałem dwie porcje)

Jakby ktoś się zastanawiał, jak długo można jeść ryby, to odpowiadam, że na pewno co najmniej przez kilkanaście dni dwa razy dziennie – stanowią one w indonezyjskim all inclusive rdzeń słowa „all” – są podstawowym składnikiem posiłków (jedynie w Panoramie od czasu do czasu trafiało się mięso). Ale na szczęście nie są to smażone w starym oleju dorsze, ale świeżutko wyłowione, przepyszne ikan bakary (o których więcej pisaliśmy tutaj).

Jedyna wada indonezyjskiego all inclusive – za piwo trzeba płacić dodatkowo. I to płacić dużo (45 tys. w Panoramie, 50 tys. na Togianach, czyli prawie 14 zł za butelkę 0,625 litra). Podejrzewam, że w tym momencie połowa czytelników kończy czytanie niniejszego wpisu myśląc „O nie! W takim razie moja stopa tam nie postanie!”.

Obsługa/załoga

Od kilku lat zakochani jesteśmy w wyspiarskich Indonezyjczykach – ich gościnności i otwartości. I na to samo możecie liczyć w indonezyjskich „rezortach”. Oczywiście zdarzają się wyjątki, tak jak wiecznie nabzdyczeni właściciele Panoramy (nie żebym wyjeżdżał z ksenofobią, piszę z kronikarskiej uczciwości – on jest Niemcem) albo wiecznie niezadowolony „szefuńcio” Malenge Indah, którego wszyscy goście zgodnie nazywali Grumpy (Gbur). Ale raczej nastawcie się na wielopokoleniowe rodziny, z którymi już po kilku dniach zaprzyjaźnicie się i będziecie mogli przesiadywać godzinami przy ognisku śpiewając indonezyjskie hiciory (tak jak w Bolilandze). Albo osobników w stylu wiecznie uśmiechniętego Kapitana Wody, który uzupełniał nam pojemniki z wodą w Poya Lisie (i był bardzo pomocny, np. demonstrował, na szczęście „na sucho” i w ubraniu, w jakiej pozycji korzystać z indonezyjskiej toalety).

Kapitan Woda i lekcja korzystania z indonezyjskiej toalety (autorzy zdjęcia: Ellen Hullegie i Jack Westerlaken)

Kapitan Woda i lekcja korzystania z indonezyjskiej toalety (autorzy zdjęcia: Ellen Hullegie i Jack Westerlaken)

Plaża

Bywalcy all inclusive w Egipcie albo w Tunezji przemierzający w drodze z hotelu nad morze kręte ścieżki ogrodów, parkingi, autostrady i krzaczory, pękajcie z zazdrości. W indonezyjskim all inclusive nikt nie wspomina o tym, jak daleko masz na bielusieńką plażę o piasku delikatnym niczym mąka albo nad turkusową wodę, w której liczne rybki Nemo strzegą zawięcie swoich korali, bo w zasadzie mieszkasz na plaży (Malenge Indah, Bolilanga) albo skale zawieszonej nad wodą (Poya Lisa). A jeśli nienawidzisz ludzi (nawet tych kilku-kilkunastu, którzy akurat przebywają razem z Tobą w „rezorcie), to wystarczy, że przejdziesz (albo przepłyniesz) kilkadziesiąt metrów, żeby mieć swoją prywatną plażę. Za free. I nikt ręcznikiem o piątej rano nie zajmie sobie leżaka na cały dzień ani nie wydzieli parawanem własnego podwórka…

W ramach dbania o kondycję organizowaliśmy na plaży w Malenge Indah biegi w pełnym ekwipunku. Na zdjęciu Ellen, Jack i Piotrek na starcie.

W ramach dbania o kondycję organizowaliśmy na plaży w Malenge Indah biegi w pełnym ekwipunku. Na zdjęciu Ellen, Jack i Piotrek na starcie.

Plaża w Malenge Indah cała w kwiatach (i zgodnie z odwiecznym rytmem przyrody codziennie rano zamiatana przez obsługę, pod wieczór, ku uciesze turystycznej gawiedzi, ponownie zasypana była kwieciem – i to takim prawdziwym, z rosnącego na plaży drzewa, a nie jakimś tam sypanym przez komunijne dzieci suszem)

Plaża w Malenge Indah cała w kwiatach (i zgodnie z odwiecznym rytmem przyrody codziennie rano zamiatana przez obsługę, pod wieczór, ku uciesze turystycznej gawiedzi, ponownie zasypana była kwieciem – i to takim prawdziwym, z rosnącego na plaży drzewa, a nie jakimś tam sypanym przez komunijne dzieci suszem)

Plaża-efemeryda w Poya-Lisie – w czasie przypływu w dużej części znika pod wodą

Plaża-efemeryda w Poya-Lisie – w czasie przypływu w dużej części znika pod wodą

Jak się nienawidzi ludzi, to za łatwo można znaleźć plażę na wyłączność…

Jak się nienawidzi ludzi, to za łatwo można znaleźć plażę na wyłączność…

…albo wysepkę.

…albo wysepkę.

Snorkeling

Pływanie z rurką (snorklowanie nazywane też bardziej swojsko snurkowaniem) może być zajęciem bardzo stresującym, gdy pływa się z Piotrkiem, który uznaje się (i chyba niestety to prawda) za eksperta w tej dziedzinie. „Nieefektywnie machasz nogami!”, „Wyrównuj ciśnienie!”, „Co tak krótko pod tą wodą?!” – na spokój w wodzie nie ma co liczyć. Ale jakby ciężko się z nim nie pływało, to wszystko rekompensują przepiękne podwodne widoki i zaskakujące spotkania – a to trafi się na żółwia, a to gdzieś przemknie ogromna płaszczka, o wielobarwnych rybach nie ma co wspominać. Snorklowanie to jedna z głównych atrakcji indonezyjskiego all inclusive.

Na rafę koralową można dopłynąć wprost z plaży, tak jak w Panoramie (choć tam najlepiej zabrać się za 25 tys. rupii na łódkę z nurkami) albo w Malenge Indah (choć rafa nie jest już tak spektakularna jak na Bunakenie). Ale można też wybrać się na snorkeling trip (jest to już „wycieczka fakultatywna” – płaci się za łódź, więc im więcej osób, tym taniej) np. na Rafę nr 5 (20 minut łodzią z Malenge Indah) albo naszym zdaniem zdecydowanie najładniejszą rafę, jaką do tej pory widzieliśmy o jeszcze ładniejszej nazwie Atol Bomba (godzina łodzią z Poya Lisy).

Powyżej snorkeling z żółwiami w okolicach wyspy Bunaken

Rafa tuż przy Bolilandze, może niezbyt spektakularna, ale trochę rybek można spotkać

Rafa tuż przy Bolilandze, może niezbyt spektakularna, ale trochę rybek można spotkać

Rafa 5 oddalona o 20 minut łodzią od Malenge Indah (inne resorty też organizują do niej wycieczki)

Rafa 5 oddalona o 20 minut łodzią od Malenge Indah (inne resorty też organizują do niej wycieczki)

Atol Bomba oddalony o godzinę drogi łódką od Poya Lisy

Atol Bomba oddalony o godzinę drogi łódką od Poya Lisy

Ludzie-maski…

Ludzie-maski…

Dodatkowe atrakcje

Plaża, morze, świeże ryby, zimne piwko i jeszcze mało? Dla niemogących usiedzieć na miejscu i szukających ciągle nowych wrażeń, indonezyjska przyroda oraz mieszkańcy wysp przygotowali, niczym w śródziemnomorskich resortach, dodatkowe atrakcje. Można na przykład pograć w siatkówkę plażową (oczywiście grałem, oczywiście potem cierpiałem, bo oczywiście wybiłem sobie kciuka i zdarłem skórę ze stopy; i byłem, co już tak oczywiste nie jest, w zwycięskiej drużynie) na boisku, przy którym Stare Jabłonki się chowają. Linię układa się z kwiecia, trybuny to pnie drzew albo po prostu bielusieńki piasek tu i tam udekorowany rosnącym akurat pod siatką ananasem albo inną juką. Można też wyruszyć na trekking do dżungli tak jak w Malenge Indah, gdzie można niemal ogłuchnąć od dźwięku cykad albo wybrać się na dodatkowo płatną wycieczkę fakultatywną w celu oglądania delfinów (choć taki Papa Uni zapewnił nam tę atrakcję w cenie transportu) albo pływania w jeziorze pełnym nieparzących meduz (Togiany). Dla romantyków wliczone w cenę codziennie oszałamiające wschody i zachody słońca, a w nocy podziwianie wyjątkowo wyraźnej drogi mlecznej (widoku nie zakłócają żadne światła, bo prąd włączany jest tylko na kilka godzin wieczorem), spadających gwiazd, mrowia świetlików i świecącego planktonu…

Wyprawa do dżungli z Malenge Indah. Mimo namów zdecydowaliśmy się iść be przewodnika. Wszyscy przeżyli.

Wyprawa do dżungli z Malenge Indah. Mimo namów zdecydowaliśmy się iść be przewodnika. Wszyscy przeżyli.

Dżungla, dżungla, a i tak wszystkie ścieżki w końcu prowadzą na plażę. Tak wygląda jaskółka, jak robi się ją „na miękkich nogach” (a 6 osób wokół kibicuje ci, żebyś wpadł do wody).

Dżungla, dżungla, a i tak wszystkie ścieżki w końcu prowadzą na plażę. Tak wygląda jaskółka, jak robi się ją „na miękkich nogach” (a 6 osób wokół kibicuje ci, żebyś wpadł do wody).

„Polski blok” rządzi (pomimo swoich marnych 175 cm wzrostu) na boisku do siatkówki w Malenge Indah

„Polski blok” rządzi (pomimo swoich marnych 175 cm wzrostu) na boisku do siatkówki w Malenge Indah

Zjednoczone siły holendersko-niemiecko-polskie (Ellen, Michael i Paweł) pokonały zjednoczone siły holendersko-niemiecko-francuskie (Jack, Moritz, Kim), w setach 2:1!

Zjednoczone siły holendersko-niemiecko-polskie (Ellen, Michael i Paweł) pokonały zjednoczone siły holendersko-niemiecko-francuskie (Jack, Moritz, Kim), w setach 2:1!

A po dobrym meczu zimne piwko „w jaccuzzi” (woda była gorąca)

A po dobrym meczu zimne piwko „w jaccuzzi” (woda była gorąca)

W Bolilandze można za darmo wypożyczyć łódkę. Niestety Piotrkowi i Jackowi nikt nie powiedział, że wiosłami macha się w wodzie, a nie w powietrzu…

W Bolilandze można za darmo wypożyczyć łódkę. Niestety Piotrkowi i Jackowi nikt nie powiedział, że wiosłami macha się w wodzie, a nie w powietrzu…

Co z tego wynika?

Pomni swych doświadczeń w poszczególnych „rezortach” nasi „eksperci” zagłosowali następująco (wykresy przedstawiają średnie ocen „ekspertów”):

Wiem, jestem Hermioną...

Wiem, jestem Hermioną…

Co w zasadzie potwierdziło opinie formułowane przez „ekspertów” przed zmuszeniem ich (a raczej przekupieniem ciastkami) do przyznawania not (i udowodniło nieprzydatność mego badania – ale co się nawyżywałem przez chwilę w Excelu, to moje!) – najbardziej podobało nam się w Malenge Indah i Poya Lisie. Siląc się na podsumowanie – Panorama jest najbardziej dla tych, którym zależy na dobrym jedzeniu i pięknej rafie koralowej (to w końcu centrum nurkowe), miłośnicy plażowania i wygody powinni jechać do Malenge Indah, wielbiciele dobrej atmosfery i nocnych śpiewów (zwanych przez antyfanów tego zjawiska darciem japy) przy ognisku najlepiej odnajdą się w Bolilandze, a koneserzy pięknych widoków oniemieją z zachwytu w Poya Lisie.

Co z tego nie wynika? Get lucky!

Rankingi rankingami, podsumowania podsumowaniami, a i tak najlepiej przekonać się samemu jak wygląda indonezyjski all inclusive. „Rezortów” na Bunaken i Togianach jest wiele (są nawet prawdziwe rezorty bez cudzysłowu), dlatego można zrobić tak jak my i spędzić trochę czasu w kilku z nich. I nawet jeżeli w którymś z nich ryby będą miały za dużo ości, hamak na balkonie będzie porwany, a w lodówce zabraknie zimnych Bintangów, to i tak będziecie w prawdziwym raju. I przy odrobinie szczęścia będziecie mogli popływać z żółwiami albo płaszczkami i spotkać wspaniałych ludzi do długich rozmów wieczorami albo gry w siatkówkę i w karty.

A że, tak jak ktoś kiedyś powiedział, „szczęście to decyzja” (smrodek banału uniósł się nad klawiaturą…), warto zastanowić się, czy kolejny wyjazd do Egiptu albo Tunezji to dobry pomysł. Tak więc jeśli widok na betonową ścianę hotelu obok albo pobliskie wysypisko śmieci nie w pełni cię zadowala, nie lubisz walczyć łokciami, żeby nałożyć sobie na talerz jak największą porcję paszy i nie reagujesz na budzik, który ma cię obudzić o 5 rano, żebyś zajął sobie ręcznikiem leżak albo choć skrawek piasku na plaży, indonezyjskie all inclusive czeka na ciebie. Get lucky!

Do pięknych wschodów i zachodów słońca na Togianach szczęście mieć nie trzeba – po prostu się dzieją…

Do pięknych wschodów i zachodów słońca na Togianach szczęścia mieć nie trzeba – po prostu się dzieją…

zachod_pa zachod_3 zachod_2

A wszystko działo się w tej części świata:

    (2277)

    21 odpowiedzi do artykułu “Get lucky, czyli all inclusive po indonezyjsku

    1. Mateuszp

      Paweł nie ściemniaj, wiem, ze i tak wolałbyś teraz siedzieć w excelu na chłodnej, a później odpalić zimne piwko w domu i oglądać siatkarzy 🙂

      1. Pawel Autor

        Jeżeli już, to podoba mi się ta część zdania zaczynająca się od „a później…”:-)

    2. Pawel B

      Oj tam. Ja jestem właśnie po olinie i nie narzekam;) A piwko za 14 zł stanowi faktycznie zbyt istotną różnicę kulturową;) Z drugiej strony, podobno są ludzie, którzy potrafią się bawić bez alkoholu. Pozdrówcie ich ode mnie;)

      1. eddie

        Na zdjęciu uni.jpg widać wszystko jak na dłoni – żółknie ci lewa górna „piątka”. Lada moment będzie do robienia (kanałowego) 🙂

    3. AmmA

      Po raz pierwszy podczas Waszej podróży pozazdrościłam Wam widoków i wody – wszystko cudowne. Tylko szkoda, że tak daleko 😉 Znowu będę miała problem z wyborem zdjęcia do oprawienia 🙂

    4. córcia

      A jakieś nokturialne to tam były?
      O ile w wodzie ryby są kolorowe to ludzie jakby obtoczeni w mące – myślałam Piotruś, że kupiłeś sobie białą piankę do snorklowania 😛

    5. Ola

      No faktycznie bardzo ladnie na tych Togean Islands….szkoda ze juz nie dojechalismy…..

      Ola

    6. em

      Czytam z przyjemnościa wszystkie Waszw wpisy na blogu, chociaż ich nie komentuję. Teraz jednak, po przeczytaniu w natemat opowiadania o podróżnikach na „wyspie podróżników” napiszę: wspaniałe!, dowcipne!, mądre! „z klimatem”, trafiające do serca! zakończenie wywołujące ciepły uśmiech. Przyjemnie było pobyć z Wami i z Waszymi towaryszami podróży na tej wyspie. Może jest troche ekscytacji w tym moim komentarzu, ale nie boję się, że usuniecie mnie z wyspy, zresztą zachwyt nad Radą Plemienną/autorem opowiadania, to zupełnie co innego niż zachwyt Amerykanki nad rozklekotanym autobusem; myslę że jest dopuszczalny, a nawet wskazany i – łagodniej oceniany

    7. eyemirror

      hej, zajmę wam trochę więcej miejsca 🙂

      jedziemy do indonezji przez Singapur w październiku 2015 na 3 tygodnie. możecie doradzić jakie linie najlepiej wybierać (bo nie zawsze cena sie liczy :] chociaż się liczy ;]). słyszałem, że nie są zbyt punktualne.

      1) śledząc wpisy z manado i wysp togean, główne pytanie jakie mi się nasuwa to czy potem łatwo się przetransportować z celebes-u w stronę bali/lombok-u

      2) czytałem tez wpis alor i wygląda bosko – tylko znowu jak z połączeniem z celebesu, a potem w stronę bali.

      3) moja dziewczyna chce oddać ciało i dusze za noc na raja ampat, pomiędzy zachodnia papuą, a północnym maluku. tam ponoć są przepiękne skupiska wysepek – i znowu czy macie jakieś informacje jak sie tam dostać … i wydostać. czy takie miejsca są zarezerwowane tylko dla bogatych szwedów z własnym helikopterem i workiem pieniędzy.

      4) czy zawsze wynajmowaliście sprzęt do „snurkelowania” czy mieliście ze sobą – tak płetwy też :]

      generalnie chyba olejemy sumatrę i północną javę. chcemy gdzieś się wywalić na plaży tak na parę dni bez ludzi i głośnych knajp – z żółwiami i rybkami płaszczkami, małymi rekinami ;] – więc celebes lub alor są dobrym kandydatem. chciałbym też zobaczyć świątynie na bali i może jakiś treking na lomboku lub na java-ie tam gdzie są wulkany

      chcemy się jakoś rozeznać w naszych opcjach, tak żeby nie wylądować w kucie na 3 tygodnie (albo zwiedzając skansen dla niemieckich turystów) no i też nie przesadzić bo .. mamy tylko 3 tygodnie, a i tak to co opisałem wyżej to całkiem ambitny plan jak na tą ilość dni 😀

      lądujemy i wracamy z singapuru więc też musimy to jakoś zaplanować i dlatego też pytam o loty.

      wszelkie krytyczne uwagi co do lokalizacji mile widziane.

      1. Piotrek

        Hej, dzięki za komentarz. No to po kolei

        1. Generalnie dość łatwo, co nie znaczy że super łatwo. Jesli chcielibyście się ograniczyć tylko do północnego Sulawesi (Bunaken / Togiany), to na Bali można przelecieć bezpośrednio z Manado. Ew. z Gorontalo mozecie przelecieć do Makassaru, skąd łatwo przelecieć na Bali (lub do innych destynacji). A jesli chodzi o transport na Togiany, to na tej stronie znajduje się dobre info: http://www.waleakodi.com/Schedule.html (sprawdźcie też aktualności)

        2. na alor dolecieć można tylko z Kupangu na Timorze Wschodnim, ale można też w ciagu 1 dnia dostać się z Aloru przez Kupang na Bali. Najlepsze info tu: http://www.alor-diving.com/practical-information/transportations/

        3. Nie wypowiadamy się, bo nie byliśmy, a nie byliśmy m.in. dlatego że ciężko się tam dostać 🙂 Jesli chcecie jechać do RA to pewnie musielibyście zrezygnować z Sulawesi/Bali/Aloru, chyba że lubicie być w biegu

        4. Maski i rurki mieliśmy, bo ten sprzęt trzeba dobierać pod siebie do kształtu twarzy (żeby nie przeciekało) + w mniej profesjonalnych miejscach ten sprzęt bywa dziurawy / wadliwy. Natomiast na wypożyczenie płetw możecie liczyć w zasadzie wszędzie.

        5. jesli chodzi o te trekkingi i wulkany to mozecie to też zrobić na sulawesi – sporo osób przemierza całą wyspę z północy na południe. Albo na flores w drodze z bali na alor. Albo w okolicach Aloru tez mozecie się wdrapywać na wulkany i chodzic po wioskach, ale tam to już generalnie dziko i mało turystycznie (co czasem nie musi być zaletą).

        A jesli chodzi o dobra wyszukiwarke lotow po azji to zdecydowanie polecamy tiket2.com

        Mamy nadzieję, że pomogliśmy. Udanej Indonezji!!!

    8. Znów Wędrujemy

      Zastanawiamy się czy warto w ogóle z Togian przenosić się na Bunaken zważywszy, że to dwa dni drogi. Z tego co piszecie średnio Wam się podobało i z tego co my znaleźliśmy to raczej bogate resorty dla nurków. Jeszcze zobaczymy jak z przelotem, bo raczej chcielibyśmy uniknąć tego promu z Makassar do Labuan Bajo (potem chcemy się przemieścić na Flores). Warto czy nie?

      Inna sprawa to repelenty. Wy też byliście chyba w porze suchej, czy zagrożenie malarią i dengą ogólnie na Sulawesi jest na tyle wysokie, żeby się szprycować Malarone? Słyszeliście o jakiś przypadkach jak byliście?

      Pozdrawiamy,
      Ania&Grzesiek

      1. Pawel Autor

        Ania, Grzesiek,

        Patrząc z perspektywy czasu, to zdecydowanie spędzilibyśmy więcej czasu na Togianach, nawet kosztem Bunaken. Poza tym, że na Bunaken łatwiej się dostać i spotkaliśmy tam więcej żółwi, to wszystko inne przemawia za Togianami: plaże, rafa, duży wybór tanich noclegów z pysznym jedzeniem i ludzie, zarówno lokalni jak i turyści.

        Prom z Makassar do Labuan Bajo nie był taki zły, ale w podobnej cenie można znaleźć bilety lotnicze (polecamy stronę: http://www.tiket2.com/, trafialiśmy tam na bardzo fajne promocje, można znaleźć ciekawe oferty nawet dzień przed wylotem).

        Co do Flores, to mamy mieszane uczucie. Byliśmy tam kilka lat temu i byliśmy zachwyceni. Jednak w trakcie pobytu w ubiegłym roku zauważyliśmy trochę zmian na gorsze (Labuan Bajo „zabetonowano”, w miejsce fajnych bungalowów stawia się drogie resorty, a wyspa staje się coraz bardziej turystyczna). Choć im bardziej na wschód, tym ciekawiej (ale i trudniej…). Na pewno polecamy archipelag Alor na wschód od Flores – przepiękna rafa, niewielu turystów, ładne plaże i spokój.

        Co do repelantów, to mieliśmy środki z dużym stężeniem DEET (mimo badań na temat szkodliwości…) i były skuteczne (zresztą jak byliśmy komarów było niewiele). W trakcie naszych wcześniejszych urlopów w Indonezji braliśmy Malarone. Teraz zdecydowaliśmy, że zrezygnujemy. Bezpośrednio nie spotkaliśmy nikogo, kto zachorował tam na malarię albo dengę, ale słyszeliśmy jedną czy dwie historie na ten temat. Tak więc wszystko zależy do tego jak komfortowo i bezpiecznie chcecie się czuć…

        Mamy nadzieję, że zakochacie się w Indonezji podobnie jak my. Jeżeli będziecie mieli jeszcze jakieś pytania, piszcie.

        P&P

    9. eyemirror

      hej, trochę odpowiadając na komentarz powyżej. zdecydowaliśmy się na bunaken ponieważ nie mamy za dużo czasu, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują że dostaniemy się tam prawie bez problemu – zobaczymy jak z publicznym promem.

      siedząc sobie w ubud, negocjujemy pobyt w panoramie – to miejsce które opisywaliście w artykule – ale
      1. czy płaciliście 200K rp za os/noc czy za pakiet Premium 350K?
      2. panorama nie ma prawie zdjęć, za to całkiem dobre wpisy na tripadivisorze … oprócz waszego..:) co wam nie spasowało? jedzenie podobno dobre, a plaża taka sama jak obok:)
      3. jeśli braliście Premium to w tej cenie mamy też np frazy gecko obok, a ich zdjęcia wyglądają bardzo dobrze.
      4. generalnie zdjęcia ja tripadvisorze odrzucają:)

      dz za jakieś szybkie info:)

      1. Piotrek

        Czołem, odpowiedź poszła na maila. Dajcie znać na co się finalnie zdecydowaliście i jak się Wam podobało!

    10. eyemirror

      I am reading my previous comment and probably I was very tired 🙂

      so eventually we stayed in Panorama 2nd. this is same dive master – Swen – but accommodations are much nicer and newer. till the end of the year there should be cheaper huts available – 200 k rp, but majority are new huts for 350 k rp. the food that Ester and her stuff is preparing was great. and practically free water and fruit were always available.

      It is very confusing as Panorama 1 is run by Ester’s father/family. and Panorama 2 is run mainly by Swen and Ester.

      the only annoyance we had with organizing the boat from and to Manado.

      On the way to the island we took public ferry and it costed 300 k rp from airport (100 for a cab, 50×2 for ferry and 50×2 for motorbikes to take us to panorama) and we had to wait around 4h in docks. Ester was not professional enough to send us info that she has private boat and that other guest are coming the same time/day. Her boat would cost us 400 (100 taxi and 300 boat) directly to Panorama. And the price is usually split on bigger group.

      On the way to Manado they were unable to organize one boat for us and another group of people. so we went with one boat (paying 300 k rp) and another group paid 600 k rp for second boat. we all met on the airport 🙂

      Pecunia non olet.

      but the diving center run by Swen is very professional. and the reef around the island is superb. dont miss dolphin trip, which is organized only for Panorama’s guests by Ester’s father.

      have fun