NasiGoreng.pl

30 oznak, że nie jesteś już w podróży

to zdjęcie lubimy szczególnie, bo z takim landszafcikiem za oknem zaczynaliśmy i z dokładnie takim kończyliśmy całą podróż...

to zdjęcie lubimy szczególnie, bo z takim landszafcikiem za oknem zaczynaliśmy i z dokładnie takim kończyliśmy całą podróż…

No i koniec! Po wspaniałym roku w podróży po Azji i Australii wróciliśmy na ojczyzny łono, do kraju tego, gdzie kruszynę chleba… Do pięknej naszej Polski całej, w której nasz naród jak lawa… itd. Za nami suto zastawione bożonarodzeniowe stoły, przepełnione miłością homilie biskupów o dżender i destruktywnej „kulturze singli”. Przypomnieliśmy sobie sympatyczne twarze polskich polityków, oglądaliśmy kłótnie a to lekarzy o kapitacyjne 11,50zł, a to górników zagrożonych głodem i skrajną nędzą kilka dni przed wypłatą czternastki. Przeżyliśmy tłok w centrach handlowych, przeżyliśmy pierwsze tygodnie w, nie bójmy się tego słowa, pracy.

Na szczęście temu powolnemu osiadaniu w koleinach ustabilizowanego życia towarzyszą niekończące się (bo tanie!) butelki prosecco z dyskontów sączone przed ekranem telewizora, na którym nieśmiertelny Tadzik Sznuk od 20 już lat przepytuje Jednego z Dziesięciu.

To przez tę mieszaninę bąbelków, Tadzia Sznuka, wspomnień z podróży, emocji związanych z powrotem do kraju (gdzie płonie wrzos i głóg, gdzie piach mazowieckich dróg, wierzby pośród pól itd.) oraz przez utrzymywanie kontaktu z poznanymi w podróży wspaniałymi ludźmi czasem… gubimy się. Czy my jeszcze bardziej tam, czy już tu? Chwile zagubienia trwają jednak krótko, brutalna rzeczywistość złośliwie komunikuje nam „tu!”. Nasze umysły próbują z tym walczyć, uciekają w myślenie o minionych chwilach, ale przegrywają z kretesem. Z rzeczywistością nie wygrają.

Jeśli jesteś w podobnej sytuacji jak my – nie łudź się. Oto 30 oznak, po których poznasz, że nie jesteś już w podróży:

1. Wiesz, gdzie będziesz spać dziś, jutro, pojutrze, za dwa tygodnie i za pół roku. Będzie to to samo miejsce.

2. Nie zastanawiasz się już jak smakują bigos, chrzan, ogórki kiszone i makowiec. Jedno z nich, a pewnie wszystkie naraz właśnie ci się odbiły.

3. Nie pamiętasz już jak smakuje curry, pho i pad thai. I nawet jeśli spróbujesz sobie przypomnieć, odwiedzając restauracje z orientalną kuchnią, to wychodzisz z nich z poczuciem porażki.

4. Na ulicach nie ma straganów z jedzeniem, a osiedlowy bazarek to marna pociecha.

5. Dostęp do prądu jest oczywistością. W galeriach handlowych nie szukasz gniazdek. Twoje sprzęty są zawsze naładowane.

6. Kierowcy przestrzegają zasad ruchu drogowego, tylko że… teraz to ty sam(a) ich nie przestrzegasz. Wchodzisz na pasy na czerwonym, przechodzisz przez środek autostrady zatrzymując się co najwyżej pomiędzy sznurem mijających cię z każdej strony aut. Bo na ulicach Teheranu, Bangkoku i Delhi nauczyłeś/aś się trochę innych zasad. Tylko kierowcy już nie ci sami. Zamiast po ludzku nie przejmować się, traktują każde twoje złamanie przepisów jak zamach stanu. Dziwny kraj…

7. Nie targujesz się w sklepach. W ogóle ich unikasz. Bo tu nie wolno z koszykiem takim, tam nie wolno z innym, za wolno ładujesz zakupy do siaty, nie – pani nie może pomóc pakować, nie masz końcóweczki, chcesz grosika reszty, chcesz zapłacić kartą, nie chcesz zapłacić kartą, pani już nabiła. Nie masz cierpliwości. Do ciebie też nie mają cierpliwości…

8. Stopy swędzą cię od skarpetek i zakrytych butów. Buty się brudzą od błota, trzeba je pastować i nie można w nich wejść pod prysznic. To nie japonki.

9. Już się nie pocisz, teraz zamarzasz…

10. Szary to nowy niebieski, przynajmniej gdy patrzysz w niebo przez ostatnie 4 tygodnie. Naliczyłeś/aś 3 słoneczne dni. Ale i tak się nimi nie cieszysz, bo siedzisz w pracy

11. Pranie robisz kiedy chcesz, a nie kiedy znajdziesz punkt laundry i uzbierasz siatę brudów. To akurat jest wygodne. Zaczynasz zwracać uwagę na plamy na swoich ubraniach, czasem nawet bierzesz się za prasowanie.

12. Znowu uważasz, że krótkie spodnie z doczepianymi długimi nogawkami to obciach. Nagle zaczyna też ci przeszkadzać, że dolne doczepki są ciemniejsze niż górna część, bo były rzadziej prane.

13. Portfel przestajesz nosić na sznureczku przytroczonym do szlufki w spodniach. Zamiast pliczku banknotów wystaje z niego pliczek paragonów.

14. W bankomacie niespecjalnie przejmujesz się zasłanianiem pinu. W ogóle nie przejmujesz się bezpieczeństwem bankowości internetowej.

15. Dzwonisz i wysyłasz smsy z komórki, nie ze skajpa. Zapomniałeś/aś loginu do skajpa.

16. Nie przeliczasz cen na dolary i nie przejmujesz się jego kursem. Teraz jak słychać coś o kursach walutowych, to najwyżej ze strony frankowiczów.

17. Pieniądze trzymasz w banku, a nie poukrywane w skarpetkach, szczoteczkach do zębów i sekretnych kieszonkach.

18. Nie jesteś już opalony/a. Twoja skóra jest niezdrowo słowiańska.

19. Tyjesz

20. Mówisz do ludzi, a oni cię rozumieją. Rozumiesz ich odpowiedzi… niestety. Bo większość ludzi jest skrajnie niemiła. Polacy nienawidzą siebie nawzajem.

21. Nadal masz nierozpakowane pudła, ale niczego ci nie brakuje.

22. Restauracje są piekielnie drogie. A te „wietnamskie” i „tajskie” piekielnie niesmaczne i cały czas piekielnie drogie.

23. Generalnie uświadamiasz sobie, że Polska jest piekielnie droga.

24. Masz obowiązki.

25. Wstajesz, gdy dzwoni budzik, a nie gdy się wyśpisz.

26. Wiesz jaki jest dzień tygodnia.

27. Jesteś przeziębiony/a

28. Pani w kiosku na Ciebie warczy, pani w sklepie na Ciebie warczy, pan z koszykiem w supermarkecie na Ciebie warczy, ludzie w autobusie też warczą. Sam/a zaczynasz warczeć na innych.

29. Rozważasz emigrację na stałe, albo przynajmniej planujesz kolejny rok w podróży…

30. Rzadziej piszesz na swoim blogu. Ale obiecujesz sobie, że go nie będziesz zaniedbywać.

Mówią, że pierwszy kwartał po powrocie to wychodzenie z depresji. Zdecydowanie nadal w niej tkwimy. Więc póki co czekamy na wiosnę, bo Irka Santor chce nam wmówić, że tak naprawdę zza siedmiu gór i rzek wróciliśmy tylko po to, by słuchać znów jak wiosną śpiewa las… 😉 Niech jej będzie. Trzeba dać Polandii jeszcze jedną szansę…

… tym bardziej że po czymś takim aż strach nie dać (polecam wytrwać co najmniej co 45 sekundy!)

***

Dziękujemy wszystkim, którzy podróżowali lub „podróżowali” z nami przez ten rok (moja babcia na przykład ma całą trasę tej podróży zaznaczoną na wielkiej mapie na ścianie i lepiej ode mnie wie gdzie i kiedy byłem, co mi się podobało, a co nie i gdzie bym najchętniej wrócił) 😉 Nie poddajemy się. Deprecha deprechą, a głowy cały czas pełne pomysłów i marzeń.

Oczywiście pojawia się naturalne pytanie czy będziemy dalej pisać na blogu. Wzorując się na języku unijnych dyplomatów reagujących na ukraiński kryzys obiecujemy, że pochylimy się nad próbą zwiększenia wysiłków ukierunkowanych na to, by dalej tu pisać. Na razie głównie z kraju. A kto wie, co się wydarzy w bliższej lub dalszej przyszłości…

A póki co zapraszamy do zakładki zdjęcia, gdzie znajdziecie nasze ulubione momenty z całej podróży.

No i jeszcze jedno 🙂

(1486)

14 odpowiedzi do artykułu “30 oznak, że nie jesteś już w podróży

  1. zakumarek

    Panowie, obawiam się, że muszę Was zmartwić – depresja nie mija po pierwszym kwartale. Depresja pozostaje, a doraźnym lekiem na nią jest alkohol i ad hocowe podróże na 2-3 tygodnie gdzieś tam. Potem się wraca i żałuję, że kiedykolwiek gdzieś wyjeżdżało – bo może lepiej byłoby nie mieć świadomości, że życie może mieć inny rytm niż ten wybijany przez korpozegarek, tykający miarowo od 8 do 16.

    pozdrawiam i życzę wytrwałości.

  2. Piotrek Autor

    Paulina, bardzo trafnie nazwałaś to co mamy właśnie w głowie… A fakt, że to nie przechodzi rzeczywiście nie dodaje otuchy, ale w takim razie do leczenia się alkoholem trzeba koniecznie dodać leczenie zintensyfikowaną pracą nad punktem 29 z listy powyżej!

  3. Baśka

    Cześć. Rewelacyjny tekst! Uśmiałam się, ale zaraz po przeczytaniu dopadło mnie to, że za chwilę nie będzie mi do śmiechu, bo będę przechodzić przez to samo! Trzymam kciuki za marzenia!!!

  4. KataM

    Już niedługo będzie więcej słońca, właściwie już jest więcej słońca 🙂 No i wiosna – wszystko obudzi się do życia – to ostateczny cios dla depresji… chociaż mam nadzieję, że do wiosny, to Wam przejdzie 🙂

  5. kingabielejec91

    Uśmiałam się prawie przy każdym punkcie! Choć jestem aktualnie w Azji ale potrafię sobie wyobrazić sobie siebie dwa tyg po powrocie do kraju. Chociaż nie do końca, bo w majówkę kolejna podróż w nieznane 😉 Ale wydaje mi się, że Polacy nie są aż tacy niemili… I że aż tak drogo nie jest przynajmniej jak się żyje po studencku 🙂

  6. księżniczka

    Tak. Zgadzam się. Depresja nie mija. I wciaz sie tyje 😛 pokaże mi zdjecie mapy babci? Brzmi czadowo!

  7. podrozejozina.pl

    „Wiesz jaki jest dzień tygodnia” haha faktycznie, to osobliwe uczucie, ale nawet jak się jedzie potem na dwa tygodnie można się znowu zapomnieć 🙂

  8. keepatrip

    przed nami podobna podróż, wyruszamy 1.04 czy z perspektywy czasu rok szybko Wam minął? teraz nasi goreng mozecie znależć w lidlu w mrożonkach 🙂

    1. Piotrek Autor

      Minal zdecydowanie szybciej niz zwykly ‚roboczy’ rok :] A nasi goreng lidl ma z przerwami od kilku lat. i choc nie smakuje jak prawdziwy nasi goreng to przynajmniej jest rownie sredni 😛 jesli bedziecie w indo to sprawdzicie sami. Udanej podrozy!

  9. Kasia

    21. Nadal masz nierozpakowane pudła, ale niczego ci nie brakuje.
    to moje najlepsze 🙂

  10. Spa Kazimierz

    Czytając blogi innych podróżników widzę, że po powrocie z takiej podróży depresja dopada każdego i nie trwa ona tylko kwartał… 😉