NasiGoreng.pl

Dlaczego nasi goreng?

– Jak się będzie nazywał ten wasz blog?

– Nasigoren kropka peel…

– Jak?!

– Nasigoreng peel…

– Nie dało się prościej?! Hmm, nie wchodzi, weź przeliteruj.

Takie lub podobne rozmowy toczyliśmy przed naszym wyjazdem wielokrotnie…

Nasi goreng znaczy tyle co smażony ryż. Jest to jedna z narodowych potraw Indonezji (ale badania, konferencję i debaty naukowców odnośnie pochodzenia potrawy wciąż trwają…), a jej głównym składnikiem jest… ryż. Ryż ten jest smażony (wiem, kolejne zaskoczenie) z innymi składnikami – można do niego dodać wszystko co rośnie, chodzi, pływa i lata w tamtej części świata. W głosowaniu na najlepszą potrawę świata przeprowadzonym przez CNN nasi goreng zajęło zaszczytne drugie miejsce Czyli nasi goreng rulez…. Możemy bez wstydu wziąć go sobie na nazwę bloga. Tylko dlaczego akurat nasi goreng?

IMG_3739

Po pierwsze, Indonezja to dla nas obu bardzo ważny kraj jeżeli chodzi o nasze dotychczasowe doświadczenia podróżnicze. Zachwycił nas różnorodnością, pięknem krajobrazów, nastawieniem mieszkańców, bogactwem smaków i zapachów. I to właśnie w Indonezji, nad miską nasi goreng, zrodził się pomysł tej wyprawy. Było to w trakcie jednej z naszych wypraw, w których ograniczeni czasem urlopu chcieliśmy maksymalnie wykorzystywać posiadany czas i skacząc z miejsca na miejsce w szaleńczym tempie staraliśmy się chłonąć jak najwięcej z otaczającej nas rzeczywistości „zaliczając” kolejne miejsca i atrakcje. W końcu któregoś dnia podczas śniadania (tak, tak… nasi goreng serwowany jest również na śniadanie) obaj stwierdziliśmy, że coś nam w tym naszym podróżowaniu nie gra. W trakcie krótkich wakacji nie jesteśmy w stanie zrozumieć miejsc, w których jesteśmy, poznać ludzi, choć trochę poczuć prawdziwą atmosferę, a nie tylko to, co pokazywane jest turystom (choć złudzeń nie mamy – w większości miejsc zawsze będziemy traktowani jak turyści). Dlatego stwierdziliśmy, że trzeba zrobić coś większego, bardziej radykalnego – wyjechać na dłużej. I tak, po kilkunastu miesiącach od tamtej rozmowy, myśli i słowa zmieniły się w rzeczywistość – rozpoczynamy naszą roczną podróż po Azji i Australii (taki czas trwania i zasięg geograficzny sobie założyliśmy – życie zweryfikuje te założenia).

Po drugie, nasi goreng to słowa, które mają dla nas określoną magię. Kojarzą nam się z podróżowaniem, przygodami, odkrywaniem nowych smaków. I dzieleniem się tym wszystkim z innymi – przyjaciółmi, współpodróżnikami i nowo poznanymi ludźmi (w niewielu sytuacjach zacieśnia się tak dobrze więzi jak przy porządnym jedzeniu i napitku…). I wiążą się z wieloma wspomnieniami – nam i niektórym naszym przyjaciołom na sam dźwięk słów „nasi goreng” (nawet tym, którzy sądzą, że „goreng” wymawia się „gorik”) pojawia się rogal na twarzy. Nasi goreng to jedyna potrawa, którą udało nam się przyrządzić na własnoręcznie stworzonym palenisku na zaludnionej jedynie przez nas bezludnej wyspie, na której spędziliśmy kilka niezapomnianych dni z Królową Kokosów, Królem Polowania (sami byliśmy: Królem Ognia – Piotrek i Królem Woka – Paweł). Zresztą możecie o tym przeczytać we wpisie „Królowie życia na bezludnej wyspie” (http://nasigoreng.pl/2013/12/31/wyspa/). Próby odtworzenia smaku nasi goreng (zazwyczaj mniej lub bardziej nieudane – gotowa „potrawa” z Lidla, czy też zakupione w sklepach orientalnych specjalne mieszanki przypraw pozwalają przybliżyć się do oryginału, ale pełnego sukcesu nie da się pewnie osiągnąć przebywając w Europie) są dla nas zawsze okazją do odświeżania tych wspomnień. Mamy nadzieję, że słowa te nie tylko nie stracą dla nas nic z dotychczasowej magii, ale nabędą również nowych kolorów i znaczeń.

DSC01244_2

Po trzecie, nasi goreng to potrawa zazwyczaj dostępna dla mas, niedroga, demokratyczna. Taka też ma być nasza podróż. Sami jesteśmy „z mas” tzn. nie czujemy się jakimiś wielkimi podróżnikami i jesteśmy zdania, że większość z nas/Was mogłaby sobie pozwolić na taką podróż. Oczywiście trzeba pokonać określone przeszkody – znaleźć czas, pieniądze, zrezygnować na pewien okres ze stabilizacji. Ale nie wiemy, jak zareagować, gdy ktoś na wieść o podróży mówi: „Ale wy jesteście odważni”. Czego, jak czego, ale odwagi w tym nie znajdujemy i wierzymy, że takie podróżowanie dostępne dla mas jest (!) (proszę nie kojarzyć tej masowości z turystyką masową – od tej, o ile to możliwe, będziemy chcieli być jak najdalej). Podróżować chcemy niedrogo, z plecakiem, żywiąc się nasi gorengami i im podobnymi. Będzie musiało być też demokratycznie – razem wymyśliliśmy tę podróż i bloga, obaj z naszymi charakterami będziemy mieli zapędy autorytarne i jedyne, co może nas ocalić to demokracja (przy czym większość w naszym wypadku oznacza jednomyślność, czyli zdolność do kompromisów będzie konieczna).

Wiemy już „co”, wiemy „dlaczego”, teraz zostaje tylko pytanie „w jakim celu”? Odpowiedzi jest kilka.
– Chcemy, aby nasza rodzina, przyjaciele, znajomi wiedzieli, co się z nami dzieje.
– Chcemy dzielić się swoimi przeżyciami i radami z bliskimi, dalekimi i nieznajomymi.
– Chcemy sami dla siebie utrwalić to, co się będzie działo w ciągu tego roku.
– Chcemy dać sobie jakieś zajęcie w trakcie podróży.

Ktoś mógłby powiedzieć, że za dużo tego „chcemy” jak na jeden blog. I pewnie miałby rację. Tak naprawdę nie wiemy, czym stanie się nasigoreng.pl (dlatego, tak jak nowozakładane firmy podają w PKD wszystkie działalności, które przychodzą im do głowy, tak i my podajemy różne pomysły, nie wiedząc jeszcze, jak ten blog będzie ewoluował). Dużo zależy od tego, kto i po co będzie nas czytał. I czy będzie się z nami dzielił z nami tym, co o blogu myśli, co uważa za fajne, co się nie podoba, jakie błędy popełniamy.. A idealnie, szczególnie na początku, nie będzie. Żaden z nas nigdy bloga nie prowadził, , pisać umiemy bardziej raporty i prezentacje niż literaturę faktu (zarówno słowo „literatura” jak i „fakt” zostały użyte jako prowokacja), ogarnięcie bloga od strony technicznej jest dla nas dużym wyzwaniem, o robieniu zdjęć mamy nikłe pojęcie, itd. Ktoś jeszcze czyta, czy wszyscy przerzucili się na bardziej profesjonalne blogi? Jeśli czyta, to niech zanotuje, że mamy chęci, aby ten blog był ciekawy, a jego czytanie dawało radość. I to nieprawda, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane (czy jakoś tak) – z dobrych chęci i woli działania wzięła się ta podróż, to i blog powinien „zassać”. W każdym razie zachęcamy do czytania oraz aktywności (i wyrozumiałości).

IMG_3046_a

(3437)

9 odpowiedzi do artykułu “Dlaczego nasi goreng?

  1. Oli

    Jutro (a właściwie dzisiaj, bo piszę już po północy) początek Waszej wyprawy. Powodzenia i przed wyjazdem wrzućcie na ruszt jeszcze coś bardziej pożywnego i przede wszystkim NASZEGO, bo „każdy Polak ma polski organizm” i najlepiej mu służy krajowe 😀

  2. Bea

    Na początku Twoje życie toczy się normalnie, czasem przerywasz je wyprawami. Potem Twoje wyprawy toczą się normalnie, czasem przerywasz je życiem. Powodzenia Panowie! 🙂