NasiGoreng.pl

O Pawle

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gorące majowe popołudnie, ciepły wiatr głośno poruszający rozłożystymi gałęziami drzew, które tylko w niewielkim stopniu przepuszczały promienie słońca, wilgoć po niedawnej burzy. Między drzewami wije się niespieszny strumyk, zyskujący trochę wigoru jedynie przy pokonywaniu nielicznych przeszkód w postaci przegniłych kłód drzew i dużych kamieni. Brzegiem strumyka spaceruje lekko wystraszony ośmiolatek, który oddalił się już znacznie od domu, ale coś pcha go do przodu pozwalając pokonać strach przed zgubieniem się i niepewność, co kryje się za następnym zakrętem. Ostatecznie, po kilkudziesięciu minutach eksploracji, zamiast oczekiwanej nieznanej krainy pełnej skarbów, dociera do pobliskiej wioski, która znajduje się znacznie bliżej rodzinnego domu niż spodziewał się po przebytej drodze i trudnościach, które musiał pokonać… (w tym momencie bardziej wrażliwi czytelnicy ronią łzy nad losem małego Pawełka…).

Przedziwną mieszankę uczuć, którą odczuwałem wtedy jako ośmiolatek: strach, niepewność, a jednocześnie ciekawość, ekscytację, gotowość na nadchodzące wyzwania, odczuwałem w życiu wielokrotnie. Rozpoczęcie liceum, potem studia w stolicy, kolejne prace, nowe obowiązki, samodzielnie organizowane wyjazdy… Mógłbym wymieniać długo. Za każdym razem czułem dyskomfort związany z wychodzeniem poza to, co znane, oswojone, bezpieczne. Ale zawsze (albo przynajmniej zazwyczaj) chęć pokonywania siebie i swoich ograniczeń, wstręt do popadania w samozadowolenia (no dobra, czasem mi się zdarza w nie popadać…) i spoczywania na laurach oraz głębokie przeświadczenie, że tylko wychodzenia poza swoją strefę komfortu pozwala się naprawdę rozwinąć, zwyciężały.

IMG_2735_1a

Podobnie jest z wyjazdem, z którego relacje będą pojawiać się na tym blogu. Po dzieleniu się pomysłem o podróży słyszałem wiele pytań i komentarzy: „Co się stało? Wydarzyło się coś złego?”, „Jedziesz poznać, odkryć siebie?”, „Nie lepiej kupić dobry samochód, mieszkanie?” Nic się nie stało, dzieje się dobrze i cieszę się, że mogę podjąć decyzję o wyjeździe mając wokół siebie ludzi, których „kocham, lubię, szanuję” i będąc w zasadzie zadowolonym z pracy, którą wykonuję („w zasadzie” dałem dla zasady). Poznawać siebie nie muszę, znam się dość dobrze, odkryłem siebie już jakiś czas temu i jakoś trudno mi siebie samemu zaskoczyć (choć z tym nigdy nic nie wiadomo…). Mieszkanie i samochód może i by się przydały, ale jakoś kojarzą mi się ze stabilizacją, a stabilizacja ze stagnacją (tylko proszę mi tu nie wyjeżdżać z syndromem Piotrusia Pana…). A ja obecnie stagnacji i bezpieczeństwa nie potrzebuję, chcę po raz kolejny poczuć to uczucie mierzenia się z nieznanym, nawet jeśli będzie wiązało się to ze stresem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podróż, którą rozpoczynamy, będzie dla mnie czymś nowym nie tylko ze względu na czas trwania. Chcę się w jej trakcie bardziej otworzyć na ludzi i postawić na spontaniczność (choć nie mam pojęcia, jak poradzę sobie bez mojego podróżnego Excela, w którym zazwyczaj rozpisany mam szczegółowo każdy dzień wraz z budżetem). Boję się, że będę dostawał szału, jak coś nie będzie szło zgodnie z moim planem (a jeśli nie będę miał planu, to będę dostawał szału, że go nie mam). Denerwuję się, że nie wszystko przewidziałem, nie jestem gotowy na każdą ewentualność i nie uwzględniłem wszystkich ryzyk. Ale to wszystko nic („Nic to, Baśka”, jak rzekł Pan Wołodyjowski konając), bo z drugiej strony podróż niesie obietnicę nowych wrażeń, doznań i niespodzianek (które, jak już się pojawią, wcale nie są tak złe). I w związku z tą obietnicą czuję ekscytację, adrenalinę i wszechogarniającą mój umysł ciekawość, co będzie kryło się za kolejnym rogiem, w kolejnym miejscu, w kolejnym kraju (na kolejnym talerzu, w kolejnej butelce etc.).

DSCN1860_AA

I nawet jeśli nowe miejsca nie okażą się tak piękne, jak to sobie teraz wyobrażam, nowi ludzie tak pozytywnie nastawieni, jakbym chciał, nowe smaki zawiodą mnie i zatęsknię za golonką i schabowymi (hmm, może za golonką i schabowym to może niekoniecznie, ale np. za mamusinym barszczem, sonkową tartą cytrynową, werzyszowymi bruszczetami z salsą pomidorową, niżnikową pastą oliwkową, joklinym łososiem, czy też alinym wegańskim makaronem, tęsknił będę na pewno), a cały ten „daleki świat” okaże się bliższy temu, co mam na co dzień, to i tak już teraz uważam, że warto. Warto dla tego podniecenia, przekraczania barier i granic, przekraczania siebie. Warto dla bycia znowu tym ośmioletnim chłopcem (który po powrocie do domu wciąż wierzył, że gdyby poszedł jeszcze dalej wzdłuż strumyka, na pewno odkryłby coś niesamowitego). 

pm_f2

(3366)

6 odpowiedzi do artykułu “O Pawle

  1. Justyna

    Hej,tu Justyna (z Gdyni,od Twojego kuzyna Marcina :)),dowiedzialam sie ostatnio o Waszej wyprawie,trzymam kciuki 🙂

    1. Pawel Autor

      Czesc Justyna, dziekuje bardzo za trzymanie kciukow, na pewno sie przyda:). Pozdrawiam serdecznie z granicy laotansko-tajskiej i zapraszam do dalszego czytania bloga.

  2. t-a

    Bratanku najkochańszy ( z nieznanym mi numerem telefonu) – daleki, ale bliski – z całego serca dziękuję Ci za życzenia ( już się spełniły:)!) jako jubilatka i kobieta ( w chórze innych obdarzonych życzeniami kobiet). Gorąco pozdrawiamy Was z janowieckiego dołka :)))!

  3. t-a

    Niech świat nieustająco się do Was uśmiecha, P&P…. :)!
    Z całego serca wszystkiego najlepszego imieninowo życzą Wam kobiety z janowieckiego dołka :).

    1. Pawel Autor

      Dziękujemy Wam bardzo, Kobiety z janowieckiego dołka. Już wkrótce mam zamiar się do Was wprosić, szczególnie, że ostatnio strasznie za mną chodzą pączki, a jakoś prawdziwych w Kirgistanie nie jestem w stanie znaleźć. Toteż liczę, że może u Was się jakieś znajdą (choćby stare…)

  4. t-a

    Idzie misio, idzie słonik,
    idzie lalka, idzie konik –
    – wszyscy razem z balonami,
    z najlepszymi życzeniami,
    bo to dzień radosny wielce:
    masz już jeden roczek więcej :)!
    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO…… :)!